Nie mogę się powstrzymać i już „puszczam” w obieg … poczytajcie!

Fragmenty tekstu, który znajdzie się w mojej książce …

Zuzanna Taraszkiewicz – „Wszystko to, o czym piszę jest realizowane w rzeczywistości polskiej, publicznej placówki edukacyjnej, z tak samo obowiązującą podstawą programową i wymogami prawnymi jak w innych szkołach … Mam nadzieję, że to co zauważyłam na twarzach, w działaniu, ruchach, sposobie komunikowania się uczniów, nie zniknie nawet w obliczu mniej sprzyjających doświadczeń. Nawet jeśli będzie zachwiane, to odbuduje się, gdyż poczucie własnej wartości oraz coś co jest trudno mierzalne – poziom szczęśliwości – budowany tu jest świadomie, autentycznie i efektywnie.”

„W tym roku przyjechałam do Szkoły Podstawowej w Radowie Małym po raz pierwszy podczas rozpoczętego roku szkolnego. O szkole i metodach pracy Ewy Radanowicz mówi się dużo w środowisku edukacyjnym. Co innego jednak słyszeć, a co innego zobaczyć i poczuć na własnej skórze, przebywając z uczniami i nauczycielami podczas normalnego dnia pracy szkoły.

„Poniedziałek, pierwsza godzina lekcyjna. Na sali gimnastycznej pojawiają się dzieci. Przyprowadzają je panie nauczycielki – tym razem są dwie. To początek roku szkolnego i spontaniczny powrót do rytuału jakim jest rozpoczynanie tygodnia przez uczniów klas 1-3 na hali sportowej. Dlatego też nie ma dziś więcej pomagających Pań. Na hali jest blisko 50 dzieci – niektóre w zajęciach biorą udział pierwszy raz (pierwszaki). Dzieci ustawiają się w kręgu, Panie moderują poszczególne zadania.  Dzieci pomagają sobie wzajemnie – te znające ćwiczenia podpowiadają tym, którzy ich nie znają. Czasem jakiś uczeń „wyrywa się” do zaprezentowania  samodzielnie ćwiczenia. Jest żywo, gwarnie, ale wszyscy wykonują polecenia Pań nauczycielek. Zajęcia na sali to jedno z działań mające na celu budowanie dobrostanu u dzieci. W trakcie ok. 40 minut dzieci, ćwiczą, wykonują masażyki a nawet leżą chwilkę w ciszy lub słuchając spokojnej muzyki. Początek i koniec zaznaczony jest rytuałem – całość jasna, klarowna i okazuje się potrzebna, bo dzieci chętnie uczestniczą w zajęciach, nie trzeba łapać uciekających, rozdzielać bijących się itp.”

Byłam jedną z wielu osób wizytujących to miejsce – dzieci i nauczyciele są przyzwyczajeni do odwiedzin tak bardzo, że kolejny gość nie robi na nich wielkiego wrażenia. To budzi radość i nadzieję, że nie zetkniemy się z budowaniem iluzji „rodem z Mikołajka”. Faktycznie można przemykać wśród uczniów swobodnie nie zaburzając ich rytmu…najwyżej może nas spotkać niespodziewane „dzień dobry” ze strony ucznia lub nawet chęć niesienia pomocy „to ja Pani pokażę, gdzie jest…”. Czasem też zaskakująca wypowiedź lub pytanie. Dzieci wyraźnie czują się w tutaj dobrze, wygląda na to, że identyfikują się z miejscem i je …po prostu lubią.

Rytm szkoły toczy się według ustalonego planu. Dla kogoś „wychowanego na dzwonkach” ich brak budzi zdziwienie. Od czasu do czasu grupy uczniów pojawiają się na korytarzu, na stołówce, na ile tylko pozwala pogoda – także na zewnątrz, a następnie znikają w salach ze swoimi nauczycielami. Uczniów nie trzeba nawoływać, nikt nie krzyczy – niektórzy zorientowani w czasie czekają w odpowiednim momencie pod klasą, inni mają na tyle uważności w sobie, że zauważają zbliżającego się nauczyciela i wiedzą, że oznacza to rozpoczęcie lekcji. Niby drobiazg – brak dzwonka, a efekt piorunujący.  Ten prosty zabieg przenosi odpowiedzialność na nas samych, nie kieruje nami dźwięk, który potrafi wyrwać człowiekowi oddech z trzewi. Szkoła bez dzwonka funkcjonuje swoją piękną dynamiką – na przerwach  widzimy żywiołowych, aktywnych – znaczy zdrowych uczniów ze spontanicznością w swoich kontaktach. Owszem poruszają się, nawet niektórzy gdzieś podbiegną, mogą też usiąść z kolegą lub zaszyć się w kameralnym miejscu, gdzieś pośród proponowanych im na korytarzu miejsc.

Przestrzeń szkoły zaaranżowana jest przytulnie, konstruktywnie i ładnie.  Można usiąść zarówno przy dużym stole, jak i na miękkiej kanapie. Wszystko z pomysłem, fantazją bez zbędnych – zagracających elementów. Według podobnego schematu zorganizowana jest przestrzeń w poszczególnych salach, czy raczej pracowniach. Sensownie, bez bałaganu, estetycznie, korzystając z miejsca w sposób przemyślany, a nie przypadkowy lub schematyczny. Układ mebli i rozwiązania w pomieszczeniach to korelacja potrzeb nauczyciela i uczniów.

Sale lekcyjne, biblioteka, korytarze, świetlica, łazienki… zachwycają – jak tu pięknie, przytulnie, jasno.  Tu chyba każdy człowiek czuje się dobrze. Dla Ewy Radanowicz kluczowe jest to ostatnie zagadnienie. Jak się człowiek czuje?

Zastanawiałam się nad tym podczas każdego mojego pobytu w Radowie Małym. Co jest kluczowe, że chce się tam być?
Przyglądając się innym osobom wizytującym szkołę,  mam wrażenie, że łączyło nas podobne „westchnienie  serca” – ech chciałoby się jeszcze raz do szkoły…, do takiej szkoły!  Nie jesteśmy osamotnieni w tym wrażeniu – absolwenci Radowa mają podobnie- wracają, odwiedzają, chętnie dzielą się wspomnieniami. Być może to wrażenie ma być właśnie motorem do działań, ma nas motywować, aby spróbować stworzyć podobną atmosferę? Być może będąc tam dostajemy taką inspirację. Dlaczego? Ponieważ okazuje się, że można. W tej lokalnej szkole, gdzieś pośród obszarów popegeerowskich została stworzona jakość o jakiej wielu ludzi marzy w kontekście tworzenia sprzyjającego uczeniu się środowiska dla dzieci. Nie na papierze, tylko w realnej przestrzeni budynku dawnej tysiąclatki. Nie – rewolucyjnie tylko konsekwentnie, krok po kroku, rok po roku.

Czym charakteryzuje się wspomniana jakość?

Podczas moich spotkań z nauczycielami, z inicjatywy Pani Dyrektor wprowadzaliśmy działania na rzecz budowania koncentracji i uważności uczniów szkoły. Program został roboczo nazwany „Dobrostanem”.

Kilka dni pobytu w szkole pokazało mi, że nie program powinien zostać tak nazwany tylko misja szkoły. Patrząc na dzieci, na pracowników, na przedmioty, słowem – czując klimat szkoły to słowo ciśnie właśnie się na usta. Tutaj dba się o dobrostan, który rozumiemy jako podmiotowe podejście do ucznia charakteryzujące się uważnym i głębokim słuchaniem, ciekawością co dziecko ma do powiedzenia, tym, że może się mylić, a my nie musimy go od razu poprawiać tylko pokazujemy jak może zweryfikować swoje poglądu. Tutaj uczniowie korzystają z naturalnej właściwości każdego człowieka – ciekawości i nie są za to ganieni lub uciszani. Zadawanie pytań – nawet nie do końca wygodnych dla nauczyciela – jest na porządku dziennym; nikt nie obraża się, gdy usłyszy od ucznia „A czy postępuje Pan zgodnie ze statutem?”…

„Zwykły dzień w przedszkolu. Na jedne zajęcia wchodzi liderka projektu „Dobrostan” i zaprasza dzieci do kręgu. Po sekwencji ćwiczeń dzieci mają zadania sensoryczne. Po kolei siadają na wybranym miejscu i odgadują zagadkę. Inne czekają, aż wybrana osoba, we własnym tempie znajdzie odpowiedź. Na koniec dzieci siadają ..” w żabce” – same proponują, aby zakończyć spotkanie pozycją wyciszającą. Z entuzjazmem podchodzą do pobycia kilka chwil ze sobą, nawet z zamkniętymi oczami. Dzieci mają 4- 5 lat.”

„Nie ma dzieci – są ludzie” przypominają mi się słowa Korczaka, które tu są zmaterializowane. Wysłuchanie, budowanie realnej relacji, życzliwość i szukanie rozwiązań dla wyzwań – być może tylko tyle, albo aż tyle  wystarczy aby szkoła stała się miejscem realnego bezpiecznego  rozwoju dziecka. Postawa nauczycieli to nie efekt przymusu – nikt nie musi tu pracować, nie każdy pewnie może. Ważne jednak by każdy rozumiał, to co wciąż podkreśla Ewa Radanowicz. To, co jest odczuwalne, to jasna wizja, pod którą podpisuje się Pani Dyrektor – dziecko jest w centrum, jest ważne, ma mieć możliwość dialogu i rozwoju. Niby nic odkrywczego, ale nie w każdej szkole jest to zauważalne w praktyce. Szkoła w Radowie nie jest jakimś specjalnym obiektem, gdzie na dzieci się chucha, dmucha, nic im nie każe, głaszcze po głowach i stara się nie mówić niemiłych informacji zwrotnych. Nic z tych rzeczy!

Tu się dużo dzieje: są wyzwania, są projekty, są też nauczyciele pracujący tradycyjnymi metodami, pewnie niekiedy ktoś się zezłości, straci cierpliwość  i są też dzieci.. bardzo różne, z problemami rozwojowymi, orzeczeniami, trudnymi sytuacjami w domach. Czasem dzieci, których nie chciano w innych szkołach.

Słucham dużo, przyglądam się i dziwię. Jak czasem niewiele trzeba, żeby dać dzieciom poczucie, że ktoś o nich dba – chleb, masło i coś do kanapki, którą może każdy uczeń zrobić sobie sam w stołówce; chwila wysłuchania i przyjazny wyraz twarzy na dzień dobry: brak dzwonka i możliwość umieszczania własnych ogłoszeń i konkursów w wybranym miejscu; zapisy na wybrane zajęcia, które wcześniej reklamują nauczyciele; możliwość poznawania świata w sposób uwzględniający potrzebę wyboru, a także samopoczucie ucznia danego dnia; kontakt z psychologiem/pedagogiem, gdy coś nabroję i chwila rozmowy z nim na temat jak to poprawić; zajęcia pomagające złagodzić negatywne efekty stresu i pomagające się skoncentrować; teatralny wystrój w jednej z sal; możliwość ugotowania i upieczenia czegoś w innej sali oraz wiele innych aspektów, o których opowiada Ewa Radanowicz.  Jedno z pytań podczas spotkań z gośćmi powtarza się: Jak oni sobie poradzą dalej – gdy tu mają wybór, swobodę, są szanowani, mogą zadawać pytania i być wysłuchanym?

„Poniedziałek w starszych klasach. Godzina wychowawcza jest lekcją przedłużoną, ponieważ budowanie dobrostanu jest istotnym punktem. Spotkanie z nauczycielem rozpoczyna się od rozmów w kręgu. Ten stary dobry, ludzki zwyczaj – dzielenia się tym co mnie spotkało w weekend, co mnie zaskoczyło lub co przyciągneło moją uwagę i co chcę rozwijać lub co przeżywam – wrócił w postaci kręgu do życia uczniów w Radowie. Potrzeba dzielenia się tym co dla nas ważne, emocjami, przeżyciami – budowanie bezpośredniego kontaktu – jest tak ważne, że stało się priorytetem poniedziałkowych poranków. Bycie razem przybiera teraz inny wymiar, możliwość  „wygadania się” zwiększa szansę na dobrą koncentrację kilka chwil później.

Zdaję sobie sprawę, że w innych miejscach dzieci spotkają się z innym traktowaniem. I tak niejednokrotnie dzieje się. Czy jest to wystarczający powód, aby odebrać im „luksus” bycia traktowanym podmiotowo? Czy budowanie poczucia własnej wartości w zetknięciu z ludźmi, którzy nas szanują i modelują dobre zachowania może nas popsuć?

Można oczywiście sądzić inaczej i bać się tego, że  młody człowiek – ukształtowany w duchu poszanowania własnego zdania i niezależności myślenia  nie będzie pasował do dalszych etapów edukacji.

Patrząc na te dzieci – swobodne w swoich wypowiedziach, odważne w myśleniu, niesamowicie zaradne, samodzielne, ale też współpracujące z innymi i wzajemnie sobie pomagające – myślę, że warto. Cokolwiek spotka ich dalej w życiu, na pewno poradzą sobie znakomicie bo tu – w szkole, mają zbudowany mocny grunt pod nogami.

Mam nadzieję, że to co zauważyłam na twarzach, w działaniu, ruchach, sposobie komunikowania się uczniów, nie zniknie nawet w obliczu mniej sprzyjających doświadczeń. Nawet jeśli będzie zachwiane, to odbuduje się, gdyż poczucie własnej wartości oraz coś co jest trudno mierzalne – poziom szczęśliwości – budowany tu jest świadomie, autentycznie i efektywnie.

Wszystko to, o czym piszę jest realizowane w rzeczywistości polskiej, publicznej placówki edukacyjnej, z tak samo obowiązującą podstawą programową i wymogami  prawnymi jak w innych szkołach.”

Zuzanna Taraszkiewicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s